ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

9 lutego 2002, sobota (Mk, 6, 30-34)

Chleb, sens i cena?

Mamy w Ewangelii piękne i wzruszające opisy powołania. Uczniowie nad jeziorem czy celnik Mateusz - każdy z nich rzuca wszystko i idzie za Jezusem. Szły za Nim tłumy.

Gdzieś w cieniu pozostaje fakt, że wielu odchodziło. Najbardziej dramatycznie brzmi to w Ewangelii Jana, gdy Jezus naucza o sobie jako chlebie, który z nieba zstąpił. Czytamy: "Spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? (...) Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło." (J 6,60.66) Było to na tyle dramatyczne, że Jezus pyta Dwunastu: "Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6,67b)

Stwierdzenie dzisiejszego fragmentu jest bardziej lakoniczne i pozbawione emocji, ale ma podobny wydźwięk. Ewangelia stwierdza: "Wielu (...) przychodziło i odchodziło." (Mk 6,31b)

Dlaczego odchodzą? Oczywiście chodzi tu o prawdziwe odejście - rozumiane w sposób duchowy, a nie zwykłe udanie się do domu, by spędzić noc i spożyć posiłek. Odpowiedzi mogą być różne, jak różni mogą być ludzie.

Pierwsze wyjaśnienie przynosi nam żołądek. Wielu ludzi idzie za Jezusem ponaglonych potrzebami swego brzucha. Nakarmią swój żołądek i tracą zainteresowanie, i wtedy odchodzą. Tak naprawdę to nie chodzi im o Jezusa tylko o to, by się najeść.

Są jednak tacy, którym to nie wystarcza - szukają czegoś więcej. Nie trzeba być wielkim filozofem czy psychologiem, by wiedzieć jak ważny dla człowieka jest sens. Ludzie szukają odpowiedzi na pytania: po co żyją, jaka jest wartość ich życia, ich trudów, cierpień, śmierci. Jezus potrafi nadać sens wszelkim paradoksom ludzkiego życia.

Skoro jednak Jezus daje sens to dlaczego odchodzą? Przecież znaleźli to, czego szukali? Myślę, że odpowiedź kryje się w cenie. Pójście za Chrystusem kosztuje. Ma swoją wartość, ale trzeba zapłacić cenę - stracić swoje życie (czasami dosłownie), by odzyskać je przemienione.

Wielu przychodziło i odchodziło. Kto z nas jest tym, który zapłacił cenę i został?



[DAWID]