ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

25 stycznia 2002, piątek (Mk 16, 15-18)

Od czego zacząć?

W ewangelii słyszymy misyjny nakaz: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15) Wolą Boga jest głoszenie Ewangelii wszędzie, każdemu człowiekowi. Gorliwość wielu chrześcijan, księży, zakonnic, ale i świeckich, każe im porzucać swój rodzinny kraj i wyruszać daleko do Afryki, Azji czy Ameryki, by tam mówić ludziom o Chrystusie i dawać im świadectwo swojego życia.

Jest to niewątpliwy trud i poświęcenie, przed którym z szacunkiem należy pochylić głowę. Myślę jednak, że są wyprawy misyjne stokroć trudniejsze i stokroć niebezpieczniejsze niż wyprawa do Afryki. Są to misje w swojej własnej rodzinie, w swojej klasie, zakładzie pracy. Jak czasami trudno dać tu, na miejscu, świadectwo swojej wiary, stanąć w obronie wartości ewangelii, przyznać się do Chrystusa. Nie chcemy być przecież uznani za jakiś fundamentalistów czy fanatyków.

W gruncie rzeczy musimy przyznać, że udało się komuś wpoić w nas przekonanie, że religia jest sprawą prywatną. I dlatego na tego, kto zaczyna mówić zwyczajnie i otwarcie o Bogu, patrzy się jak na człowieka, który w towarzystwie puścił bąka i jeszcze się przy tym uśmiecha.

Dokładnie przed miesiącem mieliśmy święta Bożego Narodzenia. Ile z tej okazji w różnych rozgłośniach radiowych i telewizyjnych popłynęło okrągłych słów, wzruszeń, życzeń, ciepełka i tkliwości. I jak bardzo często nie mogło rozmaitym prezenterom przejść przez gardło, że to wszystko na pamiątkę tego, że kiedyś, gdzieś, Bóg przyszedł na świat. I uprawia się slalom gigant, byle tylko nie wypowiedzieć imienia Jezus.

A my często przyjmujemy ten medialny styl, dzięki czemu Jezus może pojawić się publicznie tylko wtedy, gdy walniemy się młotkiem w palec, albo kipi nam mleko, dzwoni telefon i ktoś jednocześnie dobija się do drzwi.

Możemy być świadkami Jezusa bez fundamentalizmu i fanatyzmu. Prosto, zwyczajnie i normalnie mówić o Bogu, jak o wszystkim co ma dla nas znaczenie, co jest ważne. I ta nasza naturalność będzie najlepszym sposobem pozytywnego oddziaływania i najlepszym wykonaniem nakazu misyjnego.

W Dziejach Apostolskich ten misyjny nakaz podzielony jest na pewne etapy: "Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi." (Dz 1,8) W Jerozolimie to znaczy u siebie w domu, tam gdzie aktualnie jesteśmy, Judea to mój kraj, to najbliższe otoczenie, Samaria to sąsiedzi i dopiero na koniec krańce ziemi - to co dla nas najodleglejsze.

Zanim zaczniemy czynić rzeczy wielkie zacznijmy czynić małe. Zanim odniesiemy wielkie zwycięstwa wygrajmy najpierw sprawy małe. Zanim osiągniemy kraniec ziemi uczyńmy pierwszy krok, bo wszystko zaczyna się od pierwszego kroku.



[DAWID]